wtorek, 4 września 2012

Mój pierwszy (udany) raz!

O co chodzi? :)
Konkretnie o jedno takie drewniane serduszko, które zaczęłam dobre 3 miesiące temu w przypływie chęci pomiędzy nauką a pisaniem pracy licencjackiej. Jednak jak to zwykle bywa w moim przypadku, wena jak szybko przychodzi, tak szybko się wypala. Jedyne co udało mi się zrobić to przyklejenie motywu.
Poza tym "uwielbiam" wykonywać wszelkie prace w moim "przestronnym" pokoiku na stancji, w którym ledwo się mieszczę (pewnie to też zdecydowało o przedwczesnym zakończeniu wielu zaczętych prac) ;)

I tak, do dnia dzisiejszego, ów serduszko leżało sobie w kartonie z innymi duperelami do dokończenia. 
Gdzieś pomiędzy pracami domowymi a pakowaniem na zbliżające się 10 dni błogiego leżakowania na plaży (choć tak naprawdę nie należę do osób, które lubią wylegiwanie i pochłanianie kolejnych porcji słonecznych promieni - świadczy o tym fakt iż jestem blada jak ściana) naszła mnie wena. I to jakże twórcza!
Stwierdziłam, że już czas na cieniowanie.

Sama nazwa jest bardzo przyjemna, jednak kiedy kilka razy próbowałam coś wycieniować, kończyło się to klapą i taki przedmiot leżał sobie w kartonie aż zechcę go dokończyć albo, co zwykle się działo, przerobić na coś prostszego. Przez bardzo długi czas omijałam cieniowanie przedmiotów szerokim łukiem.
Dziś w przypływie chęci udało się choć i tak uważam, że za bardzo się cieszę bo to jeszcze nie jest taki efekt jaki oglądałam u wielu innych blogerek, które uważam za Mistrzynie ;)
Ale jak tu się nie cieszyć z takich małych rzeczy?
A tutaj zapowiedź posta o moich poczynaniach na szkle...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarz :)