wtorek, 26 lutego 2013

Do it yourself... czyli popularne DIY :)


Tak jak zapowiadałam - pastele :)

I mnie dopadło pasteLOVE... nie da się ukryć :)

Wszędzie ich pełno, wiosenne trendy modowe po raz kolejny pokazują, że i w tym roku pastelowe kolory będą obecne, co mnie akurat cieszy :)
Piękne pastelowe róże, fiolety, mięta, morela czy odcienie żółci... uwielbiam :)

Wracając do DIY... również dotyczy ono tych pięknych barw.

Tym razem postanowiłam wyeksponować je na klamerkach do bielizny :)


Czego potrzebujemy:

1. Oczywiście drewnianych klamerek, mogą być różnego rozmiaru, ja miałam akurat standardowe.



2. Farby akrylowe i lakier




















3. Gąbka (wystarczy zwykły zmywak), pędzle, papier ścierny i szpilka :)




Jak zrobić:

Krok 1: Powierzchnię wygładzamy papierem ściernym tak aby nie było zadziorów

Krok 2: Następnie nakładamy farbę akrylową (najlepiej 2 warstwy) i czekamy aż wyschną - aby szybciej wyschły można użyć suszarki albo położyć na grzejnik.
Zmieszałam kremowo-beżową akrylową farbę do drewna i metalu Duluxa (która jak się okazało pachnie podczas malowania, co jest akurat na plus:)) z akrylowymi farbkami w tubce (dokładnie fuksję i jasny zieleń) tak aby uzyskać pożądany kolor

Krok 3: Po wyschnięciu maczamy główkę szpilk iw pożądanym kolorze farby i robimy kropki co jest dziecinnie proste (jak to się stało, że do tej pory na to nie wpadłam tylko próbowałam kropkować za pomocą końcówki od pędzla...) ;)

Krok 4: Czekamy aż wszystko dokładnie wyschnie, inaczej rozmażemy kropki, i lakierujemy. Na koniec można przetrzeć papierem ściernym i jeszcze raz polakierować.


Gotowe, prawda, że proste? :)

































Dorota


poniedziałek, 25 lutego 2013

Zapowiedź...

Witam poniedziałkowo! :)



Odwiedziłam dzisiaj pewną kwiaciarnię niedaleko miejsca, w którym mieszkam i poczułam się jak w raju. Mnóstwo dekoracji już typowo wielkanocnych, różnorakie wydmuszki, ceramiczne baranki, kaczuszki i kurczaki, aż zapachniało wiosną... :)
 Co udało mi się wyszperać pokażę w najbliższym czasie :)


 Na koniec zapraszam Was na najbliższego pastelowego posta - a to wszystko przez te dzisiejsze pastelowe kolory, których z D. używałyśmy przy okazji tworzenia posterów dotyczących prac magisterskich, co prawda jeszcze nie naszych ale tak czy inaczej, to już niedługo. 
Nie ma się co dziwić gdy temat już wybrany:)

sobota, 23 lutego 2013

Szkatułki małe i duże

Zdjęcie pochodzi z bloga
http://handmadehomebykawo.blogspot.com,
 który należy do mojej siostry.
A zrobiłam ją na prezent dla mojej siostrzenicy :)
Witam serdecznie w ostatni, niestety jeszcze zimowy, weekend lutego. 

Ze względu na zimową aurę przystopowałam trochę z dekupażowaniem jednak nadrabiam zaległości w przeglądaniu inspiracji, które zamierzam wcielić jak tylko nadejdzie wiosna.

Jednym z moich podstawowych wiosennych zamiarów jest kupno maszyny do szycia i wykonanie kilku poszewek na poduszki oraz woreczków za pomocą transferu nitro. Niestety rozpuszczalnik nie ma przyjemnego zapachu więc czekam aż będzie cieplej i będę mogła wyjść chociażby na balkon.

Drugim "postanowieniem" jest przemalowanie skrzynki po owocach i dokręcenie do niej kółek tak aby powstała półka na różne moje "przydasie". Najprawdopodobniej zabiorę się za to dopiero w weekend majowy gdy uda mi się wrócić do domu. 
Oczywiście nie omieszkam pokazać wyników mojej pracy jak tylko się z nią uporam.




Dość już wstępu, przejdźmy do konkretów...
Chciałam pokazać kilka dużych i małych szkatułek jakie udało mi się ozdobić na przestrzeni ostatniego czasu - czyli dziś znowu brak nowości, jedynie odgrzewane rzeczy.
Jednak jeszcze ich nie widzieliście... :)






Ta mała szkatułka była pierwszą, na której spróbowałam bielenia. Pomalowałam ją niebieską bejcą, na którą następnie nałożyłam białą farbę metodą prawie suchego pędzla.
Prawie suchego ze względu na to, że nie chciałam żeby biel była zbyt delikatna.














Z kolei szkatułka z motywem żyraf została wykonana z przeznaczeniem na prezent dla przyjaciółki. Zdjęcie nie oddaje jej prawdziwego uroku ponieważ było robione na szybko telefonem.












Herbaciarka/szkatułka z sześcioma przegródkami pojechała wraz z chustecznikiem z tego wpisu do Niemiec. Z tego co wiem, bardzo się podobała więc pozostaje mi uwierzyć, że to prawda :)











 Mała podwójna herbaciarka/szkatułka została ozdobiona takim samym motywem co poprzednia i stała się prezentem dla jednej z koleżanek przyszłej teściowej, której przy okazji serdecznie dziękuję za rozwój mojego małego "biznesu" wśród swoich koleżanek pielęgniarek :)








I na koniec największa szkatułka retro z motywem magnolii, która nie jest jeszcze wykończona ale nie mogłam się powstrzymać ze zrobieniem zdjęć.





Pozdrawiam ciepło,
Dorota

środa, 20 lutego 2013

Prosto z serca...

Dzisiejszy mroźny i pełen śniegu wieczór nakłonił mnie do wyszperania, ze sterty rzeczy jeszcze nie zaczętych i tych które zaczęłam a nie dokończyłam, drewnianego serduszka, które ozdobiłam w przypływie emocji po pierwszym udanym cieniowaniu, o którym pisałam tutaj :)















 Zapomniane przeze mnie serduszko postanowiłam wysłać w świat, czego prawdopodobnie nie zrobię z pierwszym bratkowym.
Mam do niego zbyt duży sentyment. 
A swoją drogą pasuje mi do pokoju :)





Pozdrawiam,
Dorota

poniedziałek, 18 lutego 2013

Pewien chustecznik

Przeglądałam dzisiaj mój folder z pracami jakie zrobiłam w ciągu ostatniego roku i wpadł mi w oko pewien chustecznik, który był jedną z pierwszych rzeczy jaką ozdobiłam. Oczywiście nie od razu był taki ładny... Musiał przejść dość długą drogę aż z brzydkiego kaczątka stał się łabędziem :)
Otóż początkowo był potraktowany niebieską bejcą i motywem z wrzosami jednak jak to bywa na początku, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Nie był zły ale coś mi się w nim nie podobało i po miesiącach leżenia w szafie dostał swoją drugą szansę.

Czy metamorfoza się udała?
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć: tak.








Z chęcią pokazałabym zdjęcia przed zmianą jednak widocznie był według mnie tak brzydki, że nie zrobiłam ani jednej fotki :)

Niestety zbyt długo się nim nie nacieszyłam ponieważ moja przyjaciółka zabrała go do Niemiec gdzie teraz zdobi mieszkanie pewnej pary :)


Pozdrawiam i życzę przyjemnego wieczoru,
Dorota

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynkowo...

Z okazji walentynek przedstawiam zupełnie nie walentynkowy przedmiot.
Kolejny w "mojej karierze" przepiśnik, tym razem dla kogoś kto z angielskim ma wiele wspólnego :)

Wracając do samych walentynek, mam w planach spotkanie z koleżankami w kinie - ot tak romantyczny wypad :)




























Pozdrawiam wszystkich obchodzących walentynki :)
Dla mnie to kolejny zwykły dzień :)


piątek, 8 lutego 2013

Pierwsze starcie z babciną maszyną...

Długo mnie nie było, ponieważ zrobiłam sobie "małą" przerwę na naukę, albo po prostu nie miałam weny.
Marzę o jak najszybszej wyprowadzce do większego pokoju, a już najlepiej do własnego domu, tak abym mogła w spokoju i przestrzeni realizować swoje co raz to nowsze pomysły, od których wymyślania nie mogę spać po nocach...


W przypływie emocji po obejrzeniu kolejnych stron ze świetnymi inspiracjami i odrobinie wolnego czasu
(jak dobrze, że istnieją ferie na mojej uczelni!) pojechałam w odwiedziny do mojej Babci, która została wcześniej poinformowana w jakim konkretnym celu przyjeżdżam.
Babcia W. posiada maszynę do szycia, która jest jak na razie dla mnie nieosiągalna (pewnie dlatego, że ochota na szycie zrodziła się dopiero kilka tygodni temu).
Chcąc spróbować swoich możliwości kupiłam jak zwykle, przy okazji jednego z wypadów do Ikei, materiał w róże, a fioletowy został znaleziony w zapomnianej przez wszystkich szafie
Babci S., która niegdyś szyła na potęgę i dziergała na drutach dopóki nie zachorowała.
Za zgodą Babci S. wybrałam sobie materiały, które mogłabym wykorzystać i tak po raz pierwszy uszyłam cztery poszewki na poduszki - dwie większe (40x40cm) i dwie mniejsze (35x35cm), ponieważ tylko takie wkłady miałam pod ręką.

Babcia W. pokazała mi jedynie co i jak trzeba zrobić i pozostawiła mnie samą sobie przychodząc, razem z Dziadkiem, co jakiś czas by zobaczyć jak mi idzie :)
Mimo niewielkich krzywizn, które poczyniłam i jednego błędu przy mierzeniu materiału (który ostatecznie udało mi się obejść), poszewki wyszły całkiem nieźle.







Tak serio to jestem nimi zachwycona! :)

Pozdrawiam,
Dorota