piątek, 8 lutego 2013

Pierwsze starcie z babciną maszyną...

Długo mnie nie było, ponieważ zrobiłam sobie "małą" przerwę na naukę, albo po prostu nie miałam weny.
Marzę o jak najszybszej wyprowadzce do większego pokoju, a już najlepiej do własnego domu, tak abym mogła w spokoju i przestrzeni realizować swoje co raz to nowsze pomysły, od których wymyślania nie mogę spać po nocach...


W przypływie emocji po obejrzeniu kolejnych stron ze świetnymi inspiracjami i odrobinie wolnego czasu
(jak dobrze, że istnieją ferie na mojej uczelni!) pojechałam w odwiedziny do mojej Babci, która została wcześniej poinformowana w jakim konkretnym celu przyjeżdżam.
Babcia W. posiada maszynę do szycia, która jest jak na razie dla mnie nieosiągalna (pewnie dlatego, że ochota na szycie zrodziła się dopiero kilka tygodni temu).
Chcąc spróbować swoich możliwości kupiłam jak zwykle, przy okazji jednego z wypadów do Ikei, materiał w róże, a fioletowy został znaleziony w zapomnianej przez wszystkich szafie
Babci S., która niegdyś szyła na potęgę i dziergała na drutach dopóki nie zachorowała.
Za zgodą Babci S. wybrałam sobie materiały, które mogłabym wykorzystać i tak po raz pierwszy uszyłam cztery poszewki na poduszki - dwie większe (40x40cm) i dwie mniejsze (35x35cm), ponieważ tylko takie wkłady miałam pod ręką.

Babcia W. pokazała mi jedynie co i jak trzeba zrobić i pozostawiła mnie samą sobie przychodząc, razem z Dziadkiem, co jakiś czas by zobaczyć jak mi idzie :)
Mimo niewielkich krzywizn, które poczyniłam i jednego błędu przy mierzeniu materiału (który ostatecznie udało mi się obejść), poszewki wyszły całkiem nieźle.







Tak serio to jestem nimi zachwycona! :)

Pozdrawiam,
Dorota




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarz :)